Nie lecę samolotem



Nie lecę samolotem




Nie ma towaru w mieście. Skończył się. Akurat teraz właśnie. W tym momencie. Nikt nic nie ma. Każdy pusty w ryj. Chodzimy, pytamy. Dzwonimy, gadamy. No nie ma towaru. Katastrofa.

Żaden diler nie chce zarobić. Bo to raczej nie dilerka, to ćpuny co biorą trochę więcej dla siebie, a później sprzedają. Przecież żaden z nich się nie bogaci, żaden z nich nie jest obwieszony złotem, żaden nie ma auta, żeby skoczyć do innego miasta po towar. Żaden z nich nie jest kurwa biznesmenem.

Aż w końcu wydzwaniam jednego, tego co to remontuje mieszkanie. Przedsiębiorca. Jemu kasa jest potrzebna. Jemu zależy. Mówi, że może załatwić, ale to będzie trochę trwało, bo musi jechać. No to niech jedzie.

Ciśnienie rozsadza nam tętnice.

— Kurwa, kaj łon jes? Mioł sam być piynć minut tymu!
— Dej mu czas. Może w korku stoji?
— Wydzwoń go!

Dzwonię.

— Niy łodbiero. Może jedzie.
— Kaj kurwa niy łodbiero? Dzwoń do bólu.
— Dobra. Coś taki nerwowy pjeronie?

Dzwonię.

— Niy łodbiero. Jedzie abo stoi w korku.
— Kurwwwwaaaaa.
— Wyluzuj, zaroz bydzie.
— Dzwoń, aż mu bateria padnie.

Dzwonię.

— Niy łodbiero. — ale po trzech sygnałach — O czekej. — No, gdzie jesteś?
— Kurwa, nie lecę samolotem. — i głucho.

Po piętnastu minutach my odlecieliśmy.

Nie lecę samolotem - solei - bogowie osiedla


16.09.2014

Filmy o tematyce śląskiej

Publikacja 10 albumów, które wpłynęły na mój muzyczny gust.

Memuar z czasów zarazy. Lata dwudzieste XXI wieku.

Filmy drogi

Teksty chronione są prawem autorskim. Obsługiwane przez usługę Blogger.