Zaczepki #1

Siedzimy sobie we dwójkę na ławce przed pomnikiem harcerzy w Katowicach. Jakoś tak nudno. Kasa się kończy, w kiermanie ledwo brzęczy jakieś dwa zeta. Lipa. Fajki też się kończą, a jak fajek zabraknie to jest bieda. Może nie być żarcia, picia i jakoś sobie damy rady ale jak nie ma fajek, to jest już na serio źle. To jest już prawie nędza. Ludzie wokół nas chodzą i palą ale wstyd mi się zapytać ładnej dupy czy ma jakiegoś szluga, bo jakiś czas temu ukruszyła mi się jedynka i nie chciałbym spalić cegły przy niej. Myślimy. Rozglądamy się. Patrzymy. Wtem Frugol look’a kolesia. Typek, z aktówką napiera koło BWA. Garniturek, jebany gburek, gada przez fona. Zbieramy dupy z ławki i idziemy za nim. W rozproszeniu, żeby nie pomyślał, że go śledzimy. Na wysokości cepelii podbiegam do niego od tyłu i kopię go w łydkę na wysokości kolana, dokładnie tak żeby mu się noga ugięła. Koleś potyka się ale zachowuje równowagę. Odwraca się zaciekawiony i dostaje szlag w twarz. Nie na darmo dziarałem prawe przedramię „bullet”! Kolo upada na chodnik. Biorę mu telefon, a Frugol próbuje wyszarpać teczkę. Twardy jest szmaciarz, szarpie się ze mną i z Frugim, i naraz mi tą teczką jeb w ryj przypierdala ale tak niefortunnie, że farba mi się z nosa puszcza. Cholera, zamiast na jumie, skupiam się na krwotoku. Wyciągam z kieszeni jakieś kawałki chusteczek, jakieś karteczki, paragony żeby się z tej juchy oczyścić. Nie pomaga. Leci jak z tętnicy, jak z kranu. Tymczasem koleś podnosi się i wyrywa z teczką przed siebie. Krzyczę do Frugola: 
— Leć kurwa za nim! Łon mo pełne konto.
Frugol biegnie co sił w przepitych nogach ale koleś jest chyba jakimś biegaczem, bo zapierdala jak sprinter i znika pod rondem. Frugol przystaje przy pałacu ślubów. Po chwili i ja go doganiam, biegnąc z głową odchyloną w tył, żeby krew przestała lecieć. Nie pomaga. Dalej nie biegniemy, bo pod rondem jest w chuj kamer i mogą nas namierzyć. Odbijamy wolnym krokiem pod superjednostkę, następnie pod supersam. Frugol zaczyna się ze mnie brechtać: 
— Wyglądołś kurwa jakbyś Boga obejrzoł, jak żeś lecioł z gowom do góry za tym frajerem.
— Spierdalej synek! Myśl lepij kaj tyn mobilniok pogonić! — odpowiadam.
Próbuję włożyć sobie kilka warstw zasmarkanych chusteczek do dziurki od nosa. Udaje się i na chwilę odczuwam ulgę, bo krew przestaje lecieć. Na bajzlu pod supersamem wsiadamy w 830 i po chwili odjeżdżamy w kierunku Bytomia.

12.09.2012

Filmy o tematyce śląskiej

Publikacja 10 albumów, które wpłynęły na mój muzyczny gust.

Memuar z czasów zarazy. Lata dwudzieste XXI wieku.

Filmy drogi

Teksty chronione są prawem autorskim. Obsługiwane przez usługę Blogger.