Wszystkie dziwki Odziwka cz. 1

fragment opowiadania Wszystkie dziwki Odziwka pochodzi ze zbioru opowiadań Heft#3


Moje osiedle jest po prostu moje i nikogo więcej. 
Mój blok jest po prostu mój i nikogo więcej. 
Moja ławka jest po prostu moja i nikogo więcej. 
Moszczę się w oknie kiedy chcę. Wiem wszystko. Znam każdego. 

Te samochody stoją tutaj już trzeci dzień, lecz nie należą do żadnego z lokatorów. Nie wydaje mi się, żeby ktoś z bloku miał gości, bo przecież wiedziałbym o tym pierwszy. Jeżeli za kilka dni nie odjadą, zrobię z nimi porządek. Gwóźdź mam ostry, więc dam zarobić lakiernikowi, nie wspominając o wulkanizatorze. 

Winda jest wreszcie czysta. Menele już w niej nie srają ani nie leją. Niedawno nawet kilku przekopałem, tych, co to przychodzili do Chlebowskich. Niech nauczą się życia we wspólnocie mieszkaniowej. Z tą meliną prędzej czy później też zrobię porządek. Ale już nie siłowo, tylko prawnie. 

Osiedle monitorujemy społecznie, siedząc w letnie dni na ławkach przed blokami, a w zimowe wypełniając klatki schodowe. Jest głośno, ale bezpiecznie. Już dawno przestaliśmy zazdrościć swojego pokoju tym bananowcom z domów jednorodzinnych za parkiem. Pogodziliśmy się również z tym, że jesteśmy pokoleniem wyżu demograficznego i wszędzie nas pełno, że przypadło nam dorastać w czasach postkomunistycznych, i że przez komunizm musimy się teraz gnieść w komunach. 

Nasza pięcioosobowa rodzina mieszka w dwóch pokojach na czterdziestu metrach kwadratowych. Czasami odnoszę wrażenie, że ta klitka to właśnie przeludniona komuna. Zero prywatności i jeszcze na dodatek zero miejsca dla siebie. Matka non stop siedzi w kuchni. Ojciec całe dnie spędza w pracy, a jak jest w domu, to godzinami ogląda telewizor i pije piwo. Siostra z bratem stale kłócą się o najmniejszy kawałek podłogi. O cichym kąciku do nauki możemy pomarzyć. Na biurko zaadaptowaliśmy barek w meblościance. Rozkładane do dołu drzwi służą jako blat, na którym piszemy. Kolejność jest ustalona. Najpierw siostra odrabia zadanie, później brat, a na końcu ja, ponieważ jestem najstarszy i chodzę do mechanika, w którym nie muszę się za wiele uczyć. Korzystam z blatu tylko wtedy, gdy trzeba coś napisać w zeszycie, a tak to kartkuję podręczniki na rogówce do momentu, gdy nie pojawi się ojciec. 

Pokój dzielimy we troje. Siostra śpi na rozkładanym fotelu, ja z bratem na tapczanie. Każdy z nas posiada też jedną półkę na regale, na której trzyma swoje skarby. Kompletny brak intymności. Nigdy jeszcze nie zaprosiłem dziewczyny do domu. No bo niby gdzie mielibyśmy się podziać. Obiecałem sobie, że jak dorosnę, to nigdy nie zafunduję swoim dzieciom takich warunków życia. Choć nie wiem, czy cisza domu jednorodzinnego wpływałaby na mnie kojąco. 

Znam ten blok jak własną kieszeń. Każdą piwnicę, każdy zsyp na półpiętrze i suszarnię na dziesiątym. Wiem, gdzie jest tablica z bezpiecznikami, gdzie są zawory do zakręcania wody w pionie i jak wygląda maszynownia windy. Potrafię wejść na dach budynku i wiem, jak to zrobić cicho i bezszelestnie, potrafię również wejść na dach windy i bezpiecznie pojeździć nią w dół i w górę. O windach w zasadzie mógłbym dawać wykłady. Stare poczciwe Zremby są przeze mnie uwielbiane. Większość działa jeszcze na przekładniach, ale niektóre posiadają falownik, który podczas zatrzymywania, bądź blokowania kabiny między piętrami, steruje prędkością wyciągarki, wydając z maszynowni charakterystyczne dźwięki urywających się stalowych lin. Również samo poruszanie się kabiny po nienaoliwionych szynach generuje sporo hałasu.

Słyszę to wszystko doskonale, ponieważ betonowe ściany mieszkania są bardzo cienkie. Budowa tych bloków musiała przebiegać dość szybko. Wielka płyta została odlana niedbale, zbrojenie jest momentami wypaczone, a konstrukcja nie spełnia norm wymiarowych i nie trzyma pionu. Podziwiam rodziców za to, że zgodzili się odebrać tak wybrakowany lokal. Ale z drugiej strony, chyba nie mieli wyboru. W latach siedemdziesiątych nie uznawano roszczeń. Pewnie cieszyli się, że mają coś nowego i swojego. 

W ciepłe dni ze zsypów unosi się fetor. Wyziewy fruwają po korytarzach pięter. Cuchnie niesamowicie. Niektórzy sąsiedzi kładą kulki naftaliny na parapet okienny półpiętra. Mieszanina tych organicznych gazów powoduje torsje. Dobrze, że mieszkam nisko, bo zawsze w porę udaje mi się wybiec z klatki, gdy szarpie mną odruch wymiotny. Już jakiś czas temu administracja obiecała, że zlikwiduje zsypy. Byłoby super, bo pomieszczenia, w których się znajdują, są dość duże i można by zrobić z nich schowek albo kanciapę. Już teraz niektórzy trzymają tam narzędzia, rowery i wszystkie rzeczy niemieszczące się w ich ciasnych czterech ścianach. Problemem jest tylko hydrant. W razie pożaru całe pomieszczenie prawdopodobnie zostałoby zalane wodą.

Mogę o sobie powiedzieć, że jestem strażnikiem osiedla, aniołem stróżem betonowej dżungli. Moje skrzydła o żeliwnej konstrukcji wypełnione lekkim gazobetonem unoszą mnie nad każdym blokiem. Dbam o ład i porządek według regulaminu. Mojego regulaminu. Wymagam ciszy i spokoju. Nasz blok jest dobrem wspólnym wszystkich mieszkańców.

bogowie osiedla heft #3


03.08.2019

Teksty chronione są prawem autorskim. Obsługiwane przez usługę Blogger.