quickshot

W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia zepsuł mi się joystick. Pękła sprężyna, która podtrzymywała blaszkę w mikrostyku. Niesamowicie mnie to zmartwiło, ponieważ wolne dni jakie pozostały do Sylwestra zapowiadały się nudno. Bez komputera moje małoletnie życie było puste i jałowe. Do tej pory programy, a przede wszystkim gry, które uwielbiałem, rozgrzewały procesor i zasilacz Commodora do czerwoności, a pozbawiony plastikowej obudowy magnetofon co chwilę ładował do sześćdziesięcio cztero kilobajtowej pamięci soft odtwarzany z kaset. Rozkręciłem go tylko dlatego, by mieć większy dostęp do dwóch śrubek pozycjonujących prawidłowy skos głowicy. O joysticku już nie wspominam, ponieważ zgrzytanie rękojeścią na lewo i prawo niosło się po mieszkaniu i drażniło całą rodzinę. 



Odszukałem więc paragon oraz karton, spakowałem joystick, wkładając całość w przeźroczystą reklamówkę i wyszedłem do sklepu celem złożenia reklamacji. Na placu zabaw zaczepili mnie Robert z Marcinem, którzy siedzieli na oparciu ławki i jarali szluga na dwóch. Nie lubiłem ich trochę, bo byli starsi i przemądrzali, ale stanąłem na chwilę i zagadałem z nimi.

- Kaj idziesz? - spytali.
- Do sklepu. - odpowiedziałem enigmatycznie.
- A co to mosz w epie? Joystick?
- Ja. Ida łoddać do reklamacji. - poczułem, że nie wywinę się od odpowiedzi.
- To my idemy z tobą.

Wstali z ławki, rozdeptali kiepa i ruszyli ze mną do sklepu komputerowego, który mieścił się w centrum miasta na pierwszym piętrze spółdzielczego domu handlowego Tęcza. Po drodze trochę gadaliśmy, głównie porównując gry z C64 do flipperów. Narzekali, że grafika uboga, muzyka nijaka, a całość w zderzeniu z grą wideo z automatu wygląda groteskowo. Tłumaczyłem, że to tylko Commodor, osiem bitów, mało pamięci i przede wszystkim to komputer domowy. Kręcili nosami.

Autor: K. Gierałtowski
W Tęczy stoisko komputerowe mieściło się zaraz przy wejściu na piętro. Kręciło się przy nim dużo ludzi, bo na regałach stała Amiga 600, która na początku lat dziewięćdziesiątych była rarytasem, a poza tym imponowała grafiką, pamięcią RAM oraz małym rozmiarem i dużymi możliwościami. Popularnością cieszyły się również gry, które właściciel stoiska piracił na giełdzie komputerowej i później sprzedawał z zyskiem. Ich jakość pozostawała wiele do życzenia, ponieważ często występowały na kilku nośnikach, z których na przykład jeden zawierał błędy, powodując nieprawidłowy odczyt w stacji dyskietek i w związku z tym niemożność dalszego użytkowania. 

Wkomponowałem się w tłum i cierpliwie ustawiłem w kolejce.

Gdy ekspedientka zwróciła się do mnie, zacząłem jej tłumaczyć o co chodzi z moim joystickiem. Spojrzała na paragon, pomacała karton, nawet wyciągnęła zawartość, by w końcu powiedzieć:

- Przykro mi, ale pod koniec roku reklamacji nie przyjmujemy. Proszę przyjść w styczniu.
- Ale jak to w styczniu? - zaprotestowałem.
- No, normalnie, po Nowym Roku. - odpyszczyła i zwróciła się do nowego klienta przy ladzie.

I wtedy właśnie nastąpiło coś czego się nie spodziewałem. Robert z Marcinem przyszli mi w sukurs.

- Jak to reklamacji nie przyjmujecie? - dość głośno po polsku zapytał Robert, który na co dzień godoł ino po ślonsku.

Zaskoczona ekspedientka spojrzała na niego z pogardą.

- Te, godom do ciebie babo? Co ty po polsku niy rozumisz? - wcisnął się między klienta a ladę i spojrzał jej w oczy.

Ale ekspedientka nie reagowała na werbalne komendy Roberta. Widząc to, Marcin wszedł na stoisko i zaczął sam zachęcać klientów do zakupu sprzętu elektronicznego, dumnie ściągając go z regałów i prezentując na ladzie. 

- Co Pan robi? - wydarła się na niego ekspedientka.
- Sprzedaję. - odezwał się z uśmiechem Marcin.
- Niech pan przestanie!
- To niech pani przyjmie reklamację!
- Ale ja nie mogę.
- Dlaczego?
- Szef nie pozwolił. - odparła prawie ze łzami w oczach.
- Słyszeliście? - wydarł się Marcin na cały sklep - reklamacji na tym stoisku nie uwzględnia się! 

Ludzie, którzy początkowo trzymali stronę ekspedientki i próbowali w jakiś sposób powstrzymać buńczuczność moich starszych kolegów, po tym komunikacie zwrócili się przeciwko niej. Jak to, reklamacji nie uwzględnia się? - krzyczeli oburzeni? Co to ma znaczyć? - wkurzali się z niemocy. Marcin zaś korzystając z przychylnych okoliczności, włożył jej do ręki długopis i nakazał szukać w szufladach lady blankietów reklamacyjnych. Gdy bloczek pojawił się na blacie, przełożył odpowiednio kalki i wrzasnął - pisz! Zdominowana ekspedientka, ocierając łzy, drżącą ręką zaczęła wypisywać reklamację, a Marcin powoli odkładał wszystkie sprzęty na regały. Po chwili blankiet z pieczątką i podpisem trzymałem w dłoni, a w tłumie dało się słyszeć - hardy bolo, ale ją zdominował, panie, młode to teraz najgorsze są. Zostawiłem joystick na ladzie, opryskliwie podziękowałem i ani się obejrzałem, gdy szliśmy już w stronę domu, a Robert i Marcin jak zwykle jarali szluga na dwóch.

Po latach mile wspominam to wydarzenie, choć nie ukrywam, że raptowne metody perswazji moich starszych kolegów trochę mnie wtedy przerażały. Na szczęście wychowywaliśmy się na jednym osiedlu, gdzie tego typu mobbing trenowaliśmy prawie każdego dnia, co powodowało, że nasza ekipa była zgrana. W połowie stycznia bez żadnych problemów odebrałem naprawiony joystick. Ekspedientka już tam nie pracowała.

Dziś Marcin jest spełnionym handlowcem, a Robert dzięki swojej odwadze miał już kilka firm. Myślę, że w końcu znajdzie niszę na której zarobi krocie. 

Tak właśnie wyglądało życie nastolatków w trakcie transformacji ustrojowej, gospodarczej i społecznej z początku lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku.


26.12.2018 1 Comment

Halloween 31/31

Tytuł: Halloween
Tytuł oryginalny: Halloween
Rok produkcji: 1978
Kraj produkcji: USA

Rok 1963, Halloween. Sześcioletni Michael Myers morduje swoją starszą siostrę. Trafia do zakładu psychiatrycznego pod opiekę doktora Loomisa. Jednak piętnaście lat później ucieka. Doktor Loomis słusznie podejrzewa, że Michael pojawi się w swoich rodzinnych okolicach. W noc Halloween miasteczkiem Haddonfield wstrząsa seria brutalnych morderstw.



Kilka mniej znanych faktów nt. filmu


Ze względu na swój skromny budżet, dział wsparcia musiał użyć najtańszej maski za dwa dolary, którą kupili w sklepie z kostiumami: maska Star Trek (1966) Williama Shatnera. Później pomalowano ją natryskowo na biało, wygładzono włosy i zmieniono kształty otworów na oczy. Shatner przyznał, że od lat nie miał pojęcia, że jego podobieństwo zostało wykorzystane w tym filmie. Dopiero w trakcie wywiadu ktoś wspomniał o swojej masce. Z radością stwierdził, że jest zaszczycony tym gestem.



Film został nakręcony wczesną wiosną w południowej Kalifornii (w przeciwieństwie do stanu Illinois pod koniec października), producenci musieli kupić papierowe liście drzew i pomalować je w kolorach jesieni, a następnie rozproszyć je w miejscach filmowania. Aby zaoszczędzić pieniądze, po sfilmowaniu sceny, liście zostały zebrane i ponownie wykorzystane. Jednak, jak zauważają Jamie Lee Curtis i John Carpenter w komentarzu audio na DVD, drzewa są dość pełne i zielone, a niektóre palmy można nawet zobaczyć, mimo że w październiku w Illinois drzewa nie posiadają liści, a palmy z powodu zimnego klimatu nie występują.


Ze względu na niski budżet filmu, aktorzy nosili swoje własne ubrania. Jamie Lee Curtis (Laurie Strode) wydała prawie 100 dolarów na swój strój.




Imię Michael Myers zostało nadane po pewnym europejskim dystrybutorze, który zajmował się rozprowadzaniem poprzedniego filmu Carpentera pt. "Atak na posterunek 13". Jest to swego rodzaju "dziękuję" za spore sukcesy tego filmu w Europie.


Film został nakręcony w 21 dni.


Miasteczko Haddonfield położone jest w stanie Nowy Jork. Jest to rodzinna miejscowość współautorki scenariusza Debry Hill. W filmie podano, że Haddonfield leży w stanie Illinois.






John Carpenter skomponował ścieżkę dźwiękową do filmu w 4 dni. Motyw przewodni "Halloween" stworzono rzadkim znakiem metrycznym 5/4. John Carpenter nauczył się go od swojego ojca.


Przed filmem powstała książka, którą napisał Curtis Richards. Odsłania ona nieco więcej szczegółów z życia Michaela Myersa.
Źródła infomacji filmweb.pl oraz imdb.com


31.10.2018 Leave a comment

Horror Amitivile 30/31

Tytuł: Horror Amitivile
Tytuł oryginalny: The Amityville Horror
Rok produkcji: 1979
Kraj produkcji: USA


"Amityville Horror" został nakręcony na podstawie książki Jay Anson. Rankiem 13 listopada 1974 r. 24-letni Ronald DeFeo pojawił się w barze na Long Island i oznajmił, że jego rodzina została zamordowana. Policja na miejscu zdarzeń znalazła ciała zmarłych, którzy leżeli w łóżkach. Gdy wyszło na jaw, że tak naprawdę zbrodni tej dopuścił się sam Ronald, skazano go na sześciokrotne dożywocie. Dom przy Amityville wystawiono na sprzedaż. 18 grudnia 1975 wprowadza się do niego młode małżeństwo - George i Kathy Lutz wraz z trójką dzieci. Niebawem ich życie zamienia się w prawdziwy koszmar, bowiem okazuje się, że domostwo jest nawiedzone…




Kilka mniej znanych faktów nt. filmu.


Ze względu na niechcianą sławę, jaką książka i film przyniosły prawdziwemu domu w Amityville, obecni właściciele zastąpili okna "złych oczu" normalnymi prostokątnymi oknami.


James Brolin był niezdecydowany, gdy po raz pierwszy zaproponowano mu rolę George'a Lutza. Powiedziano mu, że nie ma scenariusza, i że otrzyma kopię powieści Jaya Ansona, ale musi ją jak najszybciej przeczytać. Pewnego wieczoru Brolin usiadł w fotelu i otworzył książkę po czym zaczął czytać. Wcześniej w pokoju na haku zawiesił spodnie i gdy wkręcił się w historię, spodnie spadły z miejsca, w którym wisiały. Brolin wyskoczył z fotela, niemal uderzając głową o sufit i powiedział: "Jest coś w tej historii". Zgodził się na film.



Przez lata krążyły plotki, że film ma być nakręcony w prawdziwym domu w Amityville w stanie Nowy Jork, ale zespół produkcyjny był zbyt przestraszony, aby filmować w domu. W rzeczywistości miasto Amityville odmawia zgody American International Pictures na filmowanie dowolnych scen w Amityville, próbując zdystansować się od wszelkich reklam.




Prawdziwa historia filmu ma szczególny związek z dwoma współczesnymi horrorami: Obecność (2013) i Annabelle (2014). Warrenowie, Ed i Loraine byli również zaangażowani w śledztwo w sprawie prawdziwego domu. Co dziwne, lalka Amy to Raggedy Ann, czyli prawdziwa Annabelle.
Źródła infomacji filmweb.pl oraz imdb.com


 

30.10.2018 Leave a comment

« Starsze posty
Teksty chronione są prawem autorskim. Obsługiwane przez usługę Blogger.