Bogowie osiedla Heft #3

A już w kwietniu trzecia część Bogów Osiedla.

Historie przede wszystkim nie z bloga.

Ponad 200 stron. 

Do nabycia w księgarniach internetowych.

Bogowie osiedla heft #3
Bogowie osiedla Heft #3
 

14.03.2018 Leave a comment

Siekiera

Od kiedy pojawiła się w moim życiu poczułem się gorszy. Zresztą nie tylko ja, moi koledzy i koleżanki również. A wszystko przez to, że byliśmy biedni i mieszkaliśmy w familokach. Tak, myślę że wypatrzyła nas już w pierwszym dniu szkoły, gdy staliśmy w równym szeregu na akademii, pasowani na uczniów wielkim ołówkiem. Pamiętam ten wrześniowy dzień. 
 
Moja kolorowa tyta, w środku wypełniona gazetami, a z wierzchu cukierkami, drażami i różowymi wstążkami, niczym specjalnym się nie wyróżniała. Za to mój granatowy fartuszek z białym kołnierzem, lśnił syntetyczną nitką w blasku rtęciowych neonówek. Podobnie nowe dżinsy, z białą skazą na nogawce oraz czarno białe trampki, które mogłem włożyć tylko dlatego, że sprzedawca obniżył cenę spodni, raziły po oczach wokoło. Tak mi się przynajmniej wydawało.
 
Nic bardziej mylnego. W jej oczach byłem tylko dzieckiem ubogiego stolarza i sprzątaczki. Czułem to. Czułem w jej wrednym spojrzeniu pogardę, którą rzucała spod ściany, stojąc i obserwując mnie. Jej zęby błyszczały na ledwo widocznych metalowych koronkach, a pomalowane na czerwono paznokcie kontrastowały z żółtą lamperią ścian korytarza. Miała na sobie bufiastą spódnicę w kwiatki oraz pantofle na wysokim obcasie i to zdecydowanie wyróżniało ją z tłumu, dając do zrozumienia, że szata zdobi człowieka. Do całego wizerunku nie pasowała jedynie brązowa trwała na głowie, znacząco podwyższająca wiek. 
 
Gdy nasyciła się już naszym widokiem, odwróciła głowę w kierunku naszych matek, chcąc pewnie rozeznać z kim będzie miała do czynienia przez najbliższe lata. A nasze matki, ubrane szaro, buro i ponuro, ale czysto i schludnie, w niemodnych torebkach, w kostiumach na niedzielę, wyciąganymi z szaf z naftaliną, cieszyły się, że zaczynamy nowy etap w życiu i nie za bardzo zwracały uwagę na to, że są obserwowane.

Zaczął się rok szkolny.

Po kilku tygodniach nieoficjalnie podzieliła uczniów na lepszych i gorszych. Ale ten podział nie miał nic wspólnego ze zdobywanymi ocenami, tylko z zamożnością i pozycją rodziców. Dzieci nauczycieli, urzędników, prominentów albo ludzi mających wpływy w komunistycznej rzeczywistości traktowała ulgowo.
 
Nas, dzieci górników, hutników, stolarzy, sprzątaczek, kucharek, bezrobotnych matek prowadzących domy, nieustannie strofowała opierdalając za byle co. Pewnie dlatego, że rodzice nie byli wykształceni, godali i nie potrafili się skonfrontować z magister Siekierą, która przy byle okazji ścinała swoim ostrzem każdy objaw indywidualizmu, nie mówiąc już o śląskości, której tak bardzo nie lubiła. 
 
Starała się ociosać nasze osobowości z cech, które organicznie chłonęliśmy w rodzinnym domu. I to okrzesanie miałoby jakiś sens, gdybyśmy zostali wychowani w polskiej tradycji, ale my wychowaliśmy się w tradycji śląskiej, która wychodziła nam nawet przez pory w skórze. Nie potrafiła tego znieść, pewnie uznawała to za porażkę pedagogiczną i mściła się co na niektórych.



Czasami miałem wrażenie, że byliśmy dla niej wrzodami z zatrutą niemieckimi naleciałościami krwią. Wyciskała nas jak tylko chciała, starannie okładając polskimi wyrazami z samogłoskami ą i ę. Oczyszczone tkanki chłonęły polską mowę, by po lekcjach znów ulec zakażeniu naturalnymi obyczajami domu rodzinnego. Mówiła, że ten dialekt to trądzik, młodzieńczy trądzik, który minie z wiekiem. Nie minął. Do dziś mam tak zapryszczoną twarz, że nie umiem sobie znaleźć dziewczyny.
 
obraz pochodzi z shutterstock
 

14.12.2017 Leave a comment

Luźne rączki

Pamiętaj, jak podchodzisz do gościa, to na luzaku, nie na spinie, twoje ręce muszą być luźne, jarzysz? Luźne, całkowicie luźne jakbyś ich nie wycierał po umyciu, tylko strzepywał resztki kropel wody na ziemię; no i musisz szukać kontaktu wzrokowego, cały czas wodzić za jego oczami, tak żeby on niczego nie zauważył; a jak już złapiesz kontakt wzrokowy i przyczepisz do jego twarzy swoje magnetyczne spojrzenie, wtedy znienacka wypłacasz mu boksa na luzie; jarzysz? Pięścią pod brodę albo prosto w oczodół; jak wolisz; najczęściej takie ciosy ogłuszają, no bo jak to tak, śmiejesz się, żartujesz, a tu nagle kielnia w lampę i po wszystkim.

Czasem gdy żal ci gościa, wypłacasz mu plaskacza; plaskacz jest taki, wiesz, na opamiętanie, bo nie wszyscy zaraz zasługują na tęgi wpierdol; a plaskacz najczęściej ustawia delikwenta do pionu, opamiętywuje go i jednocześnie ostrzega, że następny cios będzie mocniejszy.

Wiesz, zawsze możesz trafić na silniejszego, na takiego co chce się bić i co najgorsze, który umie się bić, dlatego w klubie wybierasz największe pizdy, które dominujesz samym groźnym spojrzeniem, no, chłopaku, obetniesz się na pałę, to wszyscy będą się od ciebie odsuwać, za samą łysą głowę dostaniesz respekt. A jak jedna pizda z drugą pobiegną po kolegów, to wtedy wołasz nas i my wjeżdżamy w nich na pełnym pierdolnięciu, czasami nawet nie trzeba używać pięści, wystarczy jak nasza ekipa stanie za tobą i zrobi groźne miny.

Trochę większy problem jest z najebanymi gośćmi, oni coś tam krzyczą, mamroczą pod nosem, ale w końcu odpuszczają; wtedy masz solidną podstawę by wyrzucić ich za drzwi klubu wmawiając, że nie umieją się bawić.

Najgorsi są wypici; alkohol tylko napędza ich agresję; zaczynają grozić i straszyć, że dorwią cię na mieście, najczęściej jednak przechodzi im w ciągu tygodnia i znów pojawiają się w sobotę w klubie, krzywo patrząc się na ciebie.

Niekiedy jednak na serio trzeba się napierdalać, wtedy prosisz gościa na solo i idziesz z nim do bramy, o tam, widzisz, oczywiście nie sam tylko z nami; zanim dojdziesz z nim do tej bramy, powinien wydygać, ale zdarzają się tacy, którzy przychodzą się tylko ponapierdalać; wtedy musisz udowodnić że nadajesz się do naszej ekipy.

To co? Chcesz spróbować jutro wieczorem? Zobaczymy jaki jesteś twardziel. Na początku postawimy cię na door selection, będziesz pomagał koleżance żeby nie dostała po twarzy. Co, nie wiesz co gadać na bramce? Krawaciarzy przytrzymujesz możliwie długo, muszą zrozumieć, że nasz klub nie jest dla byle kogo. Adidasom, pumom i innym trampkom mówisz - w dresach wpuszczamy jutro i nawet na nich nie patrzysz. Z ładnymi laskami nie gadasz w ogóle, zostawiasz to koleżance. Ona się na nich zna, zresztą wiesz, kobiety między sobą dogadują się inaczej i niech tak zostanie. To co? Spotykamy się jutro o dziewiętnastej czy wymiękasz?

Aha, nie powiedziałem ci jeszcze o najebanych dziewczynach. Hmm, są jeszcze gorsze od facetów; prowokują, zaczepiają, pyskują i to przez nie wybuchają różne draki. Uwierz mi, nie ma nic gorszego od pijanej kobiety; nie wpierdolisz takiej, bo będzie ci jej szkoda, trochę mocniej szarpniesz za ramię, to zacznie płakać, zrzucisz ze schodów jak szmatę, to będziesz miał wyrzuty sumienia, że ją zabiłeś. No i jak? Nie przestraszyłeś się? To jutro o dziewiętnastej. Zobaczymy coś za jeden.


luźne rączki - bogowie osiedla

25.08.2017 Leave a comment

« Starsze posty
Teksty chronione są prawem autorskim. Obsługiwane przez usługę Blogger.