Ivan

 18.11.2016 - warszawa

w piątkowy wieczór mknę na dworzec zachodni. najpierw przez autobusowy, który od jakiegoś czasu stał się Małą Ukrainą jazgoczącą zewsząd wschodniosłowniańszczyzną. później na kolejowy, śmierdzącymi uryną podziemiami, gdzie beton i marmur są tak zimne i surowe jak obracający się kebab w gęsto ściśniętych barach piwnych.

biegnę. 

odbijam się w tłumie od ludzi, którzy biegną w przeciwną stronę. 

śpieszę się. 

za dwadzieścia minut odjeżdża mój pociąg, a chciałbym jeszcze coś zjeść, bo czeka mnie trzy godzinna podróż w składzie bez Warsu. 

wreszcie stoję przed nowo wybudowanym holem pełniącym rolę poczekalni. automatyczne drzwi rozsuwają się cicho i płynnie, zachęcając czystością i ciepłem by wejść do środka.

wchodzę.

pierwsze kroki kieruję do McDonalda. kolejka niewielka, więc ustawiam się i spokojnie czekam. po chwili z uśmiechem na ustach wita mnie Ivan - tak chłopak ma napisane na plakietce, która zdobi jego lewą pierś. odbijam uśmiech, odpowiadam dzień dobry i składam zamówienie w postaci zestawu z colą i frytkami. koleś rozpoczyna ze mną dyskusję i muszę przyznać, że nasza konwersacja daleka jest od służbowych zdań pojedynczych. dobrze sobie radzi z językiem polskim, choć pewnie jeszcze kilkanaście lat zajmie mu wyzbycie się melodyjnego wschodniego akcentu. zabieram rachunek i odchodzę do strefy oczekiwania. 

kilka minut później z tacą w dłoni szukam miejsca przy stoliku. siadam mało wygodnie, bo z plecakiem na kolanach i zabieram się do konsumpcji. smak i zapach kanapki cofa mnie do przeszłości, wyzwalając wspomnienia na temat mojej rodziny w Niemczech, która podobnie jak Ukrainiec zaczynała swoją karierę za zachodnią granicą. przypominają mi się ich opowieści o tym jak pracowali w niemieckich sklepach i sprzedawali towary Niemcom, którzy z reguły byli wyrozumiali w stosunku do Polaków, ale zdarzali się także tacy z esesmańską manierą, pokazującą wyższość rasy aryjskiej nad narodem słowiańskim. wtedy najczęściej dochodziło do ostrej wymiany zdań, szczególnie gdy Niemcy zwracali uwagę na to, jak się poprawnie mówi po niemiecku. moi krewni walczyli dzielnie o swoją godność, szprechając ostro w ichnim języku. udowadniali, że radzą sobie z germańską gramatyką i kulturą, i że to tylko kwestia czasu, aż zasymilują się i przyjmą wartości nowej ojczyzny. podczas tych kłótni władali słownictwem, którego na co dzień nie używali, dziwiąc się że znają tak skomplikowane zwroty i wyrazy. 

przegryzając kanapkę frytkami taka myśl mnie naszła, mianowicie, jestem ciekaw czy Ivan ma też takie jazdy z Polakami? z tymi Polakami, którym husarska duma każe mścić się za Wołyń, poniżając ludzi z Ukrainy. cieszyłbym się, gdyby tak nie było, również nie miałbym nic przeciwko, gdyby Ivan zrugał jednego husarza z drugim właśnie polską mową ojczystą z miękkim el jak zza Buga. przechylam resztki coli i czuję jak mój brzuch zamienia się w balon. mam nadzieję, że w pociągu ten gaz ze mnie wyjdzie, nie utrudniając nikomu podróży. wstaję z krzesła i zabieram tacę z resztkami do śmietnika. zerkam na Ivana. radzi sobie.


bogowie osiedla
12.03.2022 rozkład jazdy dostępnych dla Ukraińców darmowych pociągów 

po 24 lutego 2022

nie widuję już Ivana w maku na dworcu zachodnim. pewnie wyjechał do siebie, by pomagać na froncie. myślę, że sobie radzi. i żyje.

nie widuję już Ukraińców, którzy do 24 lutego towarzyszyli mi w każdy roboczy poranek w Biedronce przy regałach z pieczywem. pamiętam, że wysiadali całą bandą z dostawczych busów, wpadali do środka i zapełniali koszyki produktami do przetrwania na budowie. mam nadzieję, że żyją.


15.05.2022 Leave a comment

Mój kumpel Momo

fragment 

W rogu osiedlowego salonu gier, potężny, czworonożny Comet błyskał kolorowymi światłami i wygrywał ośmiobitowe melodie hipnotyzując mój umysł każdego popołudnia. Poddany elektronicznej sugestii przylegałem do niego całym ciałem, niczym magnes i obserwowałem starszych kolegów, a dokładnie ich poczynania w walce o utrzymanie stalowej kuli odbijanej od grzybków i tarcz między dwiema łapkami. Właśnie te łapki, z angielskiego nazywane Flipper’ami, nadały imię osiedlowej świątyni, której spolszczona wersja Flipery chyba najczęściej gościła na ustach młodych ludzi w tamtych czasach. 

Uwielbiałem tę świątynię, a jeszcze bardziej maszynę. Kolorowa grafika przedstawiająca ludzi z rozdziawionymi ustami w mknącym wagoniku rollercoastera przenosiła mnie do gwarnego lunaparku naniesionego sitodrukiem na poziomy blat. Dźwięki wypływające z głośników, oznajmiające o licznych bonusach, extra ball’ach i specialach tylko zachęcały do wrzucenia żetonu w kasetę. 

Nie zawsze jednak dysponowałem pieniędzmi by uruchomić ten wehikuł czasu. Zdarzały się dni, a nawet tygodnie gdy w kieszeniach nie brzęczały monety ani nie szeleściły banknoty. Wtedy najczęściej ograniczałem się do analizowania zasad gry, do łączenia w jedność wszystkich migających podobnie światełek, do scalania korzyści ze zbijanych tarcz i podskakujących grzybków. 

Odkrywanie nieznanych reguł rządzących tym Flipperem sprawiało mi wiele frajdy. Wiedza z tego zakresu nie tylko windowała wartości licznika, ale również dodawała wartości mojej osobie. Dla starszych kolegów, grających mechanicznie i że się tak wyrażę, niemal po omacku, z pewnym wstydem nieznajomości maszyny, a chcących zapisać swoje trzy litery w końcowym rekordzie, moje wskazówki były cenną kartą przetargową w zamian za nietykalność w salonie. Dokładnie, za nietykalność. 

Pragnę dodać, że do salonu, osiedlowego tygla, schodziły się także największe menty, szumowiny i bezrobotne elwry z okolicznych familoków i innych kolonii robotniczych. (...)


Mój kumpel Momo Comet Bogowie Osiedla
Comet, grafika Python Anghelo




7.05.2022 Leave a comment

Windy - Cząstki Elementarne Osiedla

cząstki elementarne osiedla CEO (fragmenty)

a kiedy przeskrobałem coś na blokach, natrętne myśli nie dawały spokoju mojej wyobraźni wiercąc w głowie paranoiczne dziury wypełnione niemożliwą do wydłubania plombą lęku. agitowałem po całym mieszkaniu, z kąta w kąt, z pokoju do pokoju i nie mogłem sobie znaleźć miejsca. 

kwadratowe wędrówki wyzwalały instynktowne poszukiwania sposobu, który doraźnie zniwelowałby cały ten psychoruchowy niepokój. rozwiązaniem okazywała się winda. winda, której odgłosy wydawane za ścianą działały uspokajająco. 

więc gdy znajdowałem się w sytuacji bez wyjścia, zamykałem drzwi pokoju, przystawiałem ucho do ściany i rozmyślałem, dorabiając ideologię do czynu, który popełniłem. a czyny te jak na małolata były dość obciążające, bo jak wytłumaczyć się z puszczanego kapsla saletry, który odpalony nie poleciał zgodnie z zamierzeniem w górę, tylko zakręcił nad trawnikiem i spadł na dach malucha wypalając dziurę w lakierze. nie tak łatwo jak się okazuje. rozbieganymi oczami wyobraźni widziałem już stojącego w drzwiach sąsiada krzyczącego na rodziców, straszącego malowaniem samochodu i procesem cywilnym. 

dlatego wykształciłem w sobie pewien mechanizm przewidywania wizyt nieproszonych gości. znając każdy dźwięk silnika windy, świst szyn oraz położenie przeciwwagi potrafiłem prorokować czy zatrzyma się na moim piętrze czy pojedzie wyżej. bardzo mi to pomagało uspokoić się i skoncentrować na pisaniu scenariuszy obronnych. (...) 


Windy Bogowie Osiedla





5.03.2022 Leave a comment

« Starsze posty

Filmy o tematyce śląskiej

Publikacja 10 albumów, które wpłynęły na mój muzyczny gust.

Memuar z czasów zarazy. Lata dwudzieste XXI wieku.

Filmy drogi

Teksty chronione są prawem autorskim. Obsługiwane przez usługę Blogger.