Kill'em all cz.1

fragment opowiadania Kill'em all pochodzi ze zbioru opowiadań Heft#3

A gdyby tak wszystkich zabić? Wszystkich, którzy mnie wkurwiają. To byłby
dopiero szok. Szeregowy pracownik korporacji morduje swoich przełożonych
– raziłyby w oczy nagłówki gazet. W sumie, czemu nie? Wreszcie
miałbym spokój. Moja frustracja rozeszłaby się po kościach, po ich kościach.
Widok umierających kolegów i koleżanek przy zakrwawionych biurkach uspokoiłby
mnie. Po raz pierwszy wykresy i liczby, słupki i wskaźniki miałyby jakiś
sens. Zostałbym polskim Breivikiem, tylko że bez PlayStation i Internetu w celi.

Trochę szkoda. Ale czego się nie robi dla idei. A może jednak lepiej byłoby tak
jakoś humanitarnie rozprawić się z tą ich konsumpcyjną filozofią życia? Jakiś reset?
Tak, twardy reset mózgu. Black Screen of Death. Pstryk guziczek i po sprawie.

Pomysł o wiele lepszy i mniej destrukcyjny. Hmm, niech pomyślę. Rozpętałbym
wojnę. Nie żadną tam światową. Prywatną, moją wojnę z nimi. Tylko ona mogłaby
cofnąć ich do ustawień początkowych, wyzerować wartości. Kampania – format
oni dwukropek. Uruchomiłbym ponownie kod źródłowy w ich głowach nadpisany
wcześniej przez zło tego świata. Nastałby nowy porządek. Żadnych backupów
z przeszłości. Moja flaga powiewałaby w ich obozie próżności. 

Tylko czy ten system byłby stabilny? W sensie bez bugów? Bo przez te bugi mogłyby się przedostawać
emocje, które z powrotem zamieniałyby wartości na materialne. Hmm, gdyby tak
się stało, to już musiałbym ich definitywnie zabić. Najchętniej skupiając to całe
towarzystwo w sali konferencyjnej. Korporacyjna rzeź niewiniątek, bo oni prawie
zawsze są niewinni, myślą, że im się wszystko należy i że wciąż mają rację. 

Och, już widzę co poniektórych na ziemi, związanych plastikową opaską zaciskową,
próbujących bełkotać coś przez usta zakneblowane gąbką od mazaków sucho8
ścieralnych i zalepione srebrną taśmą klejącą. Co za piękny widok. Następnie
przeładowałbym kałacha i pociągnął serią z lewa na prawo. Uuu, aż mam ciary
na plecach. Ramię niczym sprężyna, chodziłoby tam i z powrotem pod wpływem
siły wyrzutu, a krew tryskałaby z rozrywanych tętnic i żył. W jednej chwili przekonaliby
się, ilu wartościowy jest ołów. Resztki osmolonego mięsa podskakiwałyby
na szkieletach kości w rytm świstu pocisków. Ciała samoistnie by się ćwiartowały.

Albo nie. Niech zdychają wolno i boleśnie. Niech konają w męczarniach, wiją się
z bólu w konwulsjach. Może bomba albo granat? Sam nie wiem. Takie gadżety
robią huk i rozrywają ciała na kawałki. Czasami tylko odłamki urywają ręce lub
nogi. Dlatego epicentrum wybuchu musiałoby być na przykład na korytarzu, tak
żeby naruszyć konstrukcję budynku i inne ściany nośne. Przy okazji zostałoby
zniszczone całe piętro biurowca. Byłoby miło. Jako linię obrony przyjąłbym ich
korporacyjny tok rozumowania. Oni najpierw coś robią, a później dorabiają do tego
ideologię, więc zwaliłbym winę na nieszczelną instalację gazową. 

A właśnie, gdyby tak gazem ich wytruć? Tak, gazem. Sarinem jakimś, fosgenem, musztardowym.
To proste. Wrzuciłbym jeden taki maleńki pojemnik do porannego autobusu, który
wypluwa ich przed biurowiec, i zaczekał. Zaczekał, aż dym zacznie się unosić,
aż wypełni im płuca, aż zaciągną się głęboko do zadławienia, aż zaczną szukać
swoimi rybimi dzióbkami najmniejszej szczeliny, z której dochodzi powietrze.
W ich błagalnych rykach i jękach zginąłby także mój gniew i wkurw. A później
ciała same wypadłyby na zewnątrz. Ciągnące się jak guma ręce i nogi podwędzone
przez gaz. To by mi konweniowało z preparatem do udrażniania rur, więc
upychałbym te ciała w ulicznej kanalizacji, posypywał ługiem sodowym i zalewał
gorącą wodą, żeby lepiej się przeżarło. Nie byłoby ich. Mój świat wypełniłby spokój.

bogowie osiedla kill'em all

17.07.2019 Leave a comment

Kim był Majkel?

z cyklu - Osiedle MOB

Majkel z kolei był osobą znacznie wyróżniającą się z szaroburego tłumu osiedlowych chłopaków do wzięcia. Najczęściej posiadał śniadą karnację, cygańską ma się rozumieć. Na jego głowie kręciły się czarne połyskujące brylantyną włosy, jasne bluzki, jasnoniebieskie wąskie dżinsy kontrastowały z ciemną skórą, a uśmiech lśnił perłową bielą, wabiąc dziewczyny z daleka. Większość płci męskiej zazdrościła mu urody a to dlatego, że mieli mniej szczęścia i urodzili się biali jak mąka. Chcąc dorównać Majkelowi, każdej zimy modlili się o upalne lato, by najpierw leżąc na kocykach przy gliniance zczerwienieć jak rak we wrzątku, a później po okładach z zsiadłego mleka wreszcie zbrązowieć, wspomagając się karotenem zawartym w soku marchwiowym. 

Oczywiście Majkel miał w sobie coś z Jacksona, coś upiornego z teledysku “Thriller”, choć nigdy nie zdobył się na odwagę by paradować między blokami w czerwonej kurtce ze skóry. On raczej, tą swoją egzotyką wzbudzał zaciekawienie w trudnych umysłach napływowych wieśniaków i kolorował szary robotniczy tłum ich dzieci. 

Biorąc pod uwagę, że na ekranie Jackson zamienia się w wilkołaka, istniał jeszcze jeden Majkel. Majkel - Creepy. I tutaj wszyscy, którzy mieli w sobie coś z wariata, świra, a ich rozbiegane oczy raczej nie zachęcały do kontaktu wzorkowego, też byli Majkelami, upiorami, wilkołakami osiedla. Wystarczyła niestereotypowa fryzura, irokez czy zafarbowanie na jakiś odjechany kolor włosy, do tego lekka fama niesiona wiatrem przez nieszczelne świszczące okna mieszkań, a już rodziła się legenda wampira, polującego na kobiety gdzieś w zablokowanych między piętrami windach.

Dopełnieniem tego wizerunku stał się również film Halloween, gdzie morderca w białej masce, notabene również Michael, mordował ludzi w okresie Wszystkich Świętych. I takim oto osiedlowym zjawiskiem był Majkel.

Kim był majkel?

11.07.2019 Leave a comment

Śląska palma wielkanocna

Oto moja tradycyjna śląska palma wielkanocna. Jak nietrudno zauważyć znacznie różni się od polskich palm, ponieważ nie jest jarmarczna i nie zawiera kolorowych elementów. Jej długość to około 30-40 centymetrów. Składa się z pięciu gatunków drzew i krzewów, co symbolizuje ilość ran Chrystusa, choć może składać się także z siedmiu, które odpowiadają Siedmiu Boleściom Najświętszej Marii Panny. Najczęściej są to: wierzba, leszczyna, bukszapan, barwnik, borówka, cis i widlak. Jedyny kolorowy składnik, to czerwony dereń symbolizujący krew Jezusa.




Starsi mieszkańcy Górnego Śląska wierzą, że poświęcona palma ma magiczną moc i oprócz tego, że chroni przed różnorakimi chorobami, wystawiona za okno strzeże przed piorunami podczas burz oraz złymi mocami. 

Palma wielkanocna zaobserwowana na osiedlu Kaufhaus w Rudzie śląskiej
Palma wielkanocna zaobserwowana na osiedlu Kaufhaus w Rudzie śląskiej

Podczas moich wędrówek po koloniach robotniczych śląskich miast, zauważyłem kilka palemek wiszących przy oknach ajncli familoków. Pierwsza pochodzi z osiedla Kaufhaus w Rudzie Śląskiej. Druga natomiast wisi przy oknie na osiedlu Pekin w Katowicach - Bogucicach. 
Moja, zawisła na balustradzie balkonu.

Palma wielkanocna zaobserwowana na osiedlu Pekin w Katowicach - Bogucicach
Palma wielkanocna zaobserwowana na osiedlu Pekin w Katowicach - Bogucicach
Palma wielkanocna w moim domu rodzinnym
Palma wielkanocna zaobserwowana w okolicach ul. Reja w Świętochłowicach

Palma wielkanocna zaobserwowana na ulicy 1 Maja w Świętochłowicach
Palma wielkanocna zaobserwowana na ulicy 1 Maja w Świętochłowicach

14.05.2019 Leave a comment

« Starsze posty
Teksty chronione są prawem autorskim. Obsługiwane przez usługę Blogger.